Podbiegłam do Satrou, który krwawił obficie. Strzał trafił go prostu w serce... Nie byłam pewna, czy umiałam pomóc. Gdy nagle poczułam coś zimnego przy mojej głowie.
- Nic nie zrobisz, a przeżyjesz. - powiedział chłodny głos.
- A po co to zrobiłeś? - spytałam po dłuższej chwili.
- Ponieważ nie lubię, jak ktoś wtrąca się w moją robotę.
- My tylko chcieliśmy mu pomóc...
- To źle chcieliście! A teraz sobie tu... - nie dokończył, ponieważ padł na ziemię. Jakaś nieznajoma do mnie podeszła.
- Dziękuje. - powiedziałam.
- Nie ma za co. A teraz zajmę się twoim przyjacielem, zanim będzie za późno... - powiedziała, po czym wycelowała dłońmi w Satrou.
- Yyyy... Co się stało? - spytał, podnosząc się. Lecz nieznajoma... zniknęła.
- No właśnie... A co stało się temu? - spytał Boris, wzkazując głową nieznajomego, który nadal miał w rękach pistolet.
- Długo by opowiadać... - mruknęłam.
Boris? Satrou?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz